I kolejne zawody za mną. Jak to w życiu bywa ludzie mają lepsze i gorsze dni... jeśli chodzi o te zawody to trafił mi się akurat ten gorszy dzień.
-
Przysiad
- 185 - spalone (płytko)
- 185- zaliczone (rekord na zawodach)
- 200 - spalone (płytko, ale udało mi się wstać)
-
Wyciskanie leżąc
- 115 - zaliczone
- 120 - spalone
- brak podejścia
-
Martwy ciąg
- 205- zaliczone
- 220- spalone
- 220- zaliczone
Podsumowując... planowałem, że będzie lepiej, a wyszło jak wyszło. Jedyny postęp jaki udało mi się zrobić od AMPów to tylko przysiad, chociaż 200 nie zaliczone (i tu mam wątpliwości czy słusznie, bo głębokość wydaje się była dobra patrząc na filmik) to tym razem udało się wstać :) W wyciskaniu i ciągach zrobiłem krok w tył, jakkolwiek po wyciskaniu cudów się nie spodziewałem (od jakiegoś czasu coś mnie prawy bark pobolewa) to w ciągach zakładałem, że uda mi się przynajmniej wyrównać mój rekord... a tu nic z tego. Mówi się trudno i trzeba wracać do treningów, których założenia lekko się u mnie zmienią (a zwłaszcza plan treningowy... może jakieś FBW).
Oto i filmik z moich startów:
Tym razem do następnych zawodów jest już więcej czasu, jeśli nic nie ulegnie zmianie to jakoś na początku grudnia.
Do następnego.