Wczoraj zrobiłem sobie dzień regeneracyjny, więc treningu bez jakiegokolwiek treningu. Co patrząc na dzisiejszy trening okazało się dobrym pomysłem :D Ustanowiłem swój nowy rekord życiowy w WL!
- wyciskanie leżąc (rozgrzewka): 50/10, 60/5, 70/5, 80/5
- wyciskanie leżąc (zasadnicze): 90/5, 100/3, (R)110/3(R)
- wyciskanie hantli (skos góra): 20/10, 22/10, 3 x 25/10
- dipsy: 3 x 0 /12
Rozgrzeweczka, rozgrzeweczka ważna rzecz, ale to pikuś zawsze jest. Serie zasadnicze poszły dzisiaj z pełną mocą. Według nałożonych założeń 110 miałem machnąć 3 razy i się udało! Pierwsze powtórzenie oczywiście z przytrzymaniem (w każdej serii zasadniczej) i poszła płynnie w górę. Drugie powtórzenie też całkiem dobrze, ale trzecie z lekkimi oporami, powoli do góry i dałem radę :D To było moje drugie podejście do 110 (pierwsze nieudane), więc jest to mój nowy rekord jeśli chodzi o sam ciężar i jednocześnie ilość powtórzeń :P Wyciskanie hantli z luzem (będzie progresik), a i w dipsach jest postęp :) Trening bardzo udany.
Rano udało mi się skleić jeszcze taki oto wierszyk motywujący:
Pada śnieg, pada śnieg, sypie śnieżynkami
a tu pora na siłownie iść, machać ciężarami!
I tym oto radosnym akcentem kończę dzisiejszy wpis. Do następnego.